
Wszystkie opinie wyrażone na tej stronie oparte są na subiektywnych odczuciach autora, oraz przykrych doświadczeniach. Rozumiem, ze wiele osób może się ze mną nie zgodzić.
Sezon 1997
Marina Yellow nie przypadkowo znalazła się na pierwszym miejscu w tym
dziale. Jest to moim zdaniem najbardziej niesympatyczna przystań na Mazurach.
Przystań mieści się w dawnym porcie węglowym w Giżycku (obok przystani
Białej Floty). Warunki nautyczne są znakomite, wejście wygodne, miejsca
do cumowania bardzo dobrze przygotowane, na każdym stanowisku bojki.
To by było na tyle pochwał. Teraz wady.
Przystań jest nastawiona głównie na organizowanie imprez. Całe zaplecze
sanitarne znajduje się na terenie "imprezowni". Po zacumowaniu zjawia się
bosman, wręcza nam żółty kwitek, który okazuje się bezcenny. Bez niego
w ogóle nie można poruszać się po przystani. Na każdym kroku (szczególnie
wieczorem ochroniarze ) żądają okazania go. Pierwsze wrażenie było niezłe
- port jest dobrze pilnowany, czyli jest bezpiecznie. Niestety błąd. Ochroniarze
pilnują nie bezpieczeństwa portu, tylko aby żeglarze przypadkiem nie weszli
na teren koncertu bez biletu.
Po późnym obiedzie próbowałem pójść pozmywać naczynia. Niestety, pomimo
posiadania żółtego kwitka nie zostałem przez ochroniarzy wpuszczony do
WC, gdzie można także zmywać naczynia, bo jest koncert, a musiałbym przejść
przez teren koncertu. Na moje tłumaczenia, ze chyba z miską pełną brudnych
naczyń nie idę raczej na koncert nic nie pomogły. Po przeciągającej pyskówce
z ochroniarzami zażądałem widzenia z kierownikiem portu. Dowiedziałem się,
że kierownika nie ma. Zażądałem książki skarg i wniosków - także nie było.
Na moje pytanie co mam w końcu zrobić z brudnymi naczyniami dowiedziałem
się, że mam je sobie pozmywać w basenie portowym, tylko nie wolno mi używać
"Ludwika" aby nie zanieczyścić wody. Ledwo się opanowałem, Żeby nie cisnąć
brudnymi naczyniami w twarz ochroniarza. Na koniec dowiedziałem się jeszcze,
ze jak mi się nie podoba, to mogę sobie na drugi raz stanąć w LOKu. I tak
właśnie uczyniłem, czynie, i będę stawał w LOK lub ZHP.
Noga moja nie postanie więcej w yELLOW (nie zasługuje na miano marina).
Na koniec dodam jeszcze, że z powodu hałaśliwych imprez pospać sobie
w tym porcie także nie można.
Szczerze życzę im, aby jak najszybciej splajtowali, a port został przejęty
przez kogoś sensownego.
Na prawdę szkoda tego miejsca, bo można by zrobić tam piękną MARINE
(bez żadnych yellow). Namawiam wszystkich, którzy nie lubią chamstwa i
bezczelności do bojkotowania yellow "marina".
Sezon 1998
W sezonie 1998 konieczność (brak miejsc w LOKu i ZHP) zmusiła mnie do stanięcia w
Yellow. W Marinie sporo się zmieniło, jednak nadal pozostaje na czarnej liście.
Zmiany na plus:
+ Przeniesiono sanitariaty, nie ma problemów z dostępem do nich
+ Ochroniarze przestali się czepiać żeglarzy, żółty kwitek już nie jest niezbedny
+ Nie ma problemów z wejściem/wyjściem z terenu mariny
+ Dodali nowy pomost - jest jeszcze więcej miejsca
Minusy/zmiany na minus
- Basen portowy jest okropnie zarośnięty wodorostami, co miejscami całkowicie uniemożliwia
manewry portowe na silniku.
- Bardzo głośno (koncerty) wieczorem i w nocy
- Nie ma gdzie pozmywać naczyń. W WC wolno tylko pobrać wode i trzeba iść zmywac w "krzaki".
Jest to moim zdaniem poważny minus. Przydały by się takie coś jak w Rucianem czy w Sztynorcie.
Przystań na Jeziorze Guzianka po lewej stronie kanału
Po wpłynięciu na jezioro Guzianka po prawej stronie wejścia do kanału
znajduje się dobra przystań "U Faryja", natomiast zaraz po lewej znajduje
się opisywana przystań. Na tej przystani stoi tabliczka z wyraźnie wypisaną
ceną postoju (3 zł). Gdy dobiliśmy, nim zdążyłem zacumować zjawiła się
pani i zażądała opłaty portowej. Nie miałem drobnych, więc dałem jej banknot
10 zł. A ona z mordą, ze co to jest, przecież stoi tablica widoczna z daleka,
ze 3 zł, a nikt z przypływających żeglarzy nie ma przyszykowanych pieniędzy.
Darła się dobre kilka minut. Moje nieśmiałe protesty, ze chyba nie mam
obowiązku przed dobiciem szykować odliczonej kwoty pieniędzy, zginęły w
jej krzyku.
Na szczęście ta pani przebrała miarkę. Zażądaliśmy oddanie pieniędzy,
powiedzieliśmy, tej pani, że "może nas pocałować w ...., więcej tu nie
przypłyniemy, skoro ona tak traktuje klientów". I popłynęliśmy na drugi
brzeg (u Faryja niestety nie było już miejsc). Pani darła się za nami jeszcze
przez pół jeziora, że "więcej się i tak możemy tu nie pokazywać" itd.
Było to bardzo żałosne.
Proszę wszystkich, którzy nie lubią chamstwa i bezczelności
do bojkotowania tej przystani. Niech rynek udowodni tej pani, ze to nie ona
robi nam laskę.
Przystań na Jeziorze Przystań obok kanału
Mazurskiego Przystań dość droga - 6 zł a w zamian oferuje jedynie kible
i to takie, ze lepiej nie wchodzić. Woda pitna limitowana - 5 l na jacht.
Trzeba dopiero zrobić awanturę, że skoro tyle płace, to mam prawo wziąć
tyle wody ile potrzebuje. Obsługa przystani jest bardzo niemiła.
Niestety w tym miejscu trzeba stanąć jeżeli wybieramy się na wycieczkę
do śluz na kanale Mazurskim.
Przystań pod mostem w Kirsajtach Opis tej przystani znalazł się tylko z jednego powodu. Opłata pobierana jest natychmiast za samo zacumowanie. Nawet jak chcemy stać tylko minutę i złożyć maszt - trzeba płacić. Mnie się takie coś nie podoba. Dlatego zawsze tą przystań bojkotuje i maszt składam stojąc na kotwicy, lub w dryfie. Żeglarze - nie dajmy z siebie zdzierać.
Jeżeli ktoś zna inne miejsca które powinny się znaleźć w tej rubryce z podobnych powodów (chamstwo, zdzierstwo itp.) to niech napisze. Jeżeli uznam, że powody są wystarczające postaram się w miarę możliwości dopisać taką przystań.