
Wpływamy do zatoki Polańskiej. Po lewej burcie mijamy wieś Matyty, po prawej Polajny. Kierujemy się głąb zatoki w kierunku wsi Dobrzyki. Gdy dopłyniemy do końca zatoki, odszukujemy wejście do kanału. Kanał ma długość 2475 metrów. Początkowo płynie przez łąki. Jest nieco zarośnięty i jeżeli idziemy na "dieselgrocie" trzeba uważać, żeby nie nawinąć zielska na śrubę. Mijamy tunel-most w Dobrzykach. Dalej kanał płynie głębokim wąwozem, później ponownie pośród pól. Z daleka powinno być widać czubek wieży w Zalewie. Nagle kanał się rozszerza - to znak, ze wpłynęliśmy już w zatokę należącą do jeziora Ewingi. Zatoka ma długość około 800 metrów. Przepływamy przez wąską bramkę i już jesteśmy na pełnym jeziorze. Po prawej burcie widoczne jest miasto Zalewo. W Zalewie brak porządnej przystani, dojścia do brzegów są zarośnięte trzcinami. Woda jeziora jest niestety bardzo zanieczyszczona. Wojciech Kuczkowski określił je kiedyś w "Żaglach" - "Ewingi - zabite jezioro". Jezioro zostało zniszczone przez dwa zakłady przemysłowe. Olbrzymia chlewnia, tucząca świnie metodą bezściółkową, która spuszczała do jeziora tysiące ton gnojowicy. Drugim zakładem, który w jeszcze większym stopniu przyczynił się do zagłady jeziora, była garbarnia, która zmodernizowała proces technologiczny i przeszła z naturalnego guebracho (z kory dębowej) na garbniki chemiczne - wydajniejsze w produkcji, ale trujące środowisko dokładnie i na długo. Te dwie firmy przyczyniły się do śmierci biologicznej jeziora. Nastąpiła eutrofizacja, dno zaległa gruba warstwa trującego mułu. Szczęśliwie kryzys gospodarczy po roku 1990 spowodował zamknięcie obu firm. do jeziora wracają powoli wyższe formy życia biologicznego (podobno w 1993 złowiono już pierwsze sandacze). Jednak zanim biodegradacji ulegną wszystkie zanieczyszczenia w jeziorze musi minąć jeszcze pół wieku...